Dokąd wędrują kamyki, Gilles Baum, il. Joanna Concejo
Wypatrywałam tej książki. Kiedy już przyszła... Tak jak stałam, jeszcze w kurtce zaczęłam ją oglądać i czytać. Przeczytałam, obejrzałam, obejrzałam, obejrzałam. Co tam, obwąchałam tę książkę, bo farba drukarska w niej pachnie tak, jak lubię. I cóż... Jestem zachwycona!!! Jesteśmy obserwatorami i słuchaczami. Historię poznajemy z okien pociągu, gdzieś w drodze, od któregoś z pasażerów. Nocne rozmowy, ściszone głosy, specyficzny nastrój, turkot kół. Słuchamy trochę jednym uchem, może z grzeczności, może z nudów... Na początku jest wolno, ociężale. Sennie. Muł zakrywa nie tylko oczy piekarza, ale cały miasteczkowy świat i nas wciąga w swoją magmę. Czas tu stoi. Zastygły staw, zastygli ludzie. Wszystko stoi po pas w martwej wodzie. Marazm. Bezruch. Cisza. Jakaś beznadzieja. Do czasu. Do przebudzenia. Do tego katharsis, które wytrąca mieszkańców z rytmu, ożywia ich i porywa ze sobą. I już jesteśmy rzeką rwącą, która "prędzej skona niż nie ujrzy morza". Tekst wibruje. Ilust...




